From: "Grzegorz Z ." <edel poczta.onet.pl>
Subject: Wystawiono pomnik Judaszowi
Symeon:

....
Wręcz przeciwnie zmienność jest motorem wszelkiego rozwoju.

-- Euzebiusz


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Atlantis <marekw1986 NOSPAMwp.pl>
Subject: Piotr Abelard - Historia calamitatum
Czy ktoś z was dysponuje być może tą książką w wersji elektronicznej?
Bardzo by mi to ułatwiło wyszukiwanie odpowiednich miejsc w tekście -
znalazłem bez większego problemu tekst po angielsku, z polskim czułbym
się pewniej, jednak mam spore problemy z jego odszukaniem.
Z tego co mi wiadomo dzieła starsze (bodajże) niż 100 lat nie są objęte
żadnymi prawami autorskimi, więc wolno mi o to zapytać? ;)

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "Piotr Borowski" <birstall gazeta.pl>
Subject: Re: Zycie =?ISO-8859-2?Q?=20p=F3=B3=BFyda?=
"Patrycja" <peciaz op.pl> wrote in message
news:fefhei$6ku$1 nemesis.news.tpi.pl...
> Zawsze wciągał mnie temat życiorysu Hitlera, słyszałam na jego temat wiele
> historii niektóre bardzo zaskakujące. Jedną z nich jest ta że Hitler był
> wpół pochodzenia żydowskiego. Czyżby wiec pałał nienawiścią tak jakby do
> samego siebie? Może ktoś zna jakieś inne ciekawostki z jego życia?

jego babka pracowała u Żydów i wróciła stamtąd w ciąży, co sugeruje, że
ojcem był jej pracodawca, a że babka nie była Żydówką, stąd jasny rachunek,
że Hitler mógłbyc miec co najwyżej 1/4 krwi żydowskiej

--
Piotr Borowski



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


Sprzedaż kosmetyków
From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: Zaolzie u progu =?ISO-8859-2?Q?=20niepodleg=B3o=B6ci?=
24 lutego 1946 r. miała odbyć się konferencja w Pradze celem uzyskania
obopólnej zgody, w tym i granicznej, między Czechosłowacją a Polską.
Spornych punktów granicznych było wiele.
Zasadniczymi jednak było Zaolzie i ziemia kłodzka.
Strona polska miała przygotowane propozycje, wg, których w zamian za
ustąpienie Czechosłowacji z Zaolzia jako ekwiwalentu miała dokonać 25
korzystnych dla Czechów zmian granicznych.
M.in. Czechosłowacji miały być przekazane: zagłębie turoszowskie wraz z
elektrowniami, cały powiat głubczycki, znaczącą część ziemi kłodzkiej i
stację kolejową Leluchów koło Krynicy, oczywiście w zamian za Zaolzie.
Propozycje te na razie były utajnione, bowiem przygotowywana była umowa
polsko-czechosłowacka, a pod koniec jej opracowania strona polska miała
wystąpić ze sprawami zmian granic. "Zaolzie było dla nas sprawą kardynalną"
jak stwierdził w swoim wspomnieniu prof. Andrzej Bolewski, uczestnik grupy
roboczej ds. granic.
więcej w http://www.anszyd.webpark.pl/sprzed75laty.htm


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Grzegorz Lipski <glipski1 wp.pl>
Subject: Re: poczatki pantwa polskiego
Dnia Wed, 10 Oct 2007 09:05:02 +0200, Bart napisał(a):

> witam
> jestem kompletnym laikiem jezeli chodzi o historie ale ostatnimi czasy
> zaiteresowaly mnie poczatki panstwa polskiego - "dojscie do wladzy piastow",
> zjednoczenie plemion, do konca panowania boleslawa chrobrego, poki co
> zapoznalem sie tylko z polska piastow jasienicy, jakie inne ksiazki
> polecilibyscie w tej tematyce?

Roman Michałowski, Zjazd Gnieźnieński. Religijne przesłanki powstania
arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, Wrocław 2005.

Jest to fantastyczne studium dotyczące powiązań polityki z duchowością
tamtych czasów. Pozwala dużo lepiej, niż znane mi prace zrozumieć reguły
rządzące średniowiecznymi procesami politycznymi. Przy okazji, książka jest
bardzo dobrze napisana oraz zawiera szczegółową bibliografię przedmiotu.
Tam proponuję kontynuować poszukiwania.

G.

--
Grzegorz Lipski

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Alec <a.sharon shaw.ca>
Subject: =?iso-8859-2?B?UmU6IFp5Y2llIHDzs795ZGE=?=
On Oct 12, 3:03 am, "Piotr Borowski" <birst... gazeta.pl> wrote:
> "Patrycja" <pec... op.pl> wrote in message
>
> news:fefhei$6ku$1 nemesis.news.tpi.pl...
>
> > Zawsze wciągał mnie temat życiorysu Hitlera, słyszałam na jego temat wiele
> > historii niektóre bardzo zaskakujące. Jedną z nich jest ta że Hitler był
> > wpół pochodzenia żydowskiego. Czyżby wiec pałał nienawiścią tak jakby do
> > samego siebie? Może ktoś zna jakieś inne ciekawostki z jego życia?
>
> jego babka pracowała u Żydów i wróciła stamtąd w ciąży, co sugeruje, że
> ojcem był jej pracodawca, a że babka nie była Żydówką, stąd jasny rachunek,
> że Hitler mógłbyc miec co najwyżej 1/4 krwi żydowskiej
>
> --
> Piotr Borowski

Ciekawe rozumowanie.

Skad wiadomo, czy to wlasnie pracodawca zaplodnil sluzaca, a nie na
przyklad woznica, kucharz, stroz, ogrodnik czy jakis okoliczny
wiesniak. Pytania sie mnoza :-)

--

Alec



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "marek" <marek berdyczow.gm>
Subject: Re: Zycie =?ISO-8859-2?Q?=20p=F3=B3=BFyda?=
"Alec" <a.sharon shaw.ca> wrote in message
news:1192192168.799027.60090 q3g2000prf.googlegroups.com...

> Ciekawe rozumowanie.
>
> Skad wiadomo, czy to wlasnie pracodawca zaplodnil sluzaca, a nie na
> przyklad woznica, kucharz, stroz, ogrodnik czy jakis okoliczny
> wiesniak. Pytania sie mnoza :-)

no... nie wiadomo, ale w tzw "swiadomosci spolecznej" zakorzenil sie
stereotyp, ze to wlasnie pracowaca byl bardzo czesta przyczyna ciazy
sluzacych.
(co nie znaczy, ze inni nie mogli miec w takim zdarzeniu udzialu)

marek



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "Mustad" <mustad1wytnij wp.pl>
Subject: Re: Zaolzie u progu =?ISO-8859-2?Q?=20niepodleg=B3o=B6ci?=
O ile mi wiadomo przedstawiciele czescy ubłagali u Stalina Zaolzie ze
względu na węgiel kamienny, czy tak?
--
Serdecznie pozdrawiam
Tadeusz Musiał

Użytkownik "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:fenggc$q9j$1 atlantis.news.tpi.pl...
> 24 lutego 1946 r. miała odbyć się konferencja w Pradze celem uzyskania
> obopólnej zgody, w tym i granicznej, między Czechosłowacją a Polską.
> Spornych punktów granicznych było wiele.
> Zasadniczymi jednak było Zaolzie i ziemia kłodzka.
> Strona polska miała przygotowane propozycje, wg, których w zamian za
> ustąpienie Czechosłowacji z Zaolzia jako ekwiwalentu miała dokonać 25
> korzystnych dla Czechów zmian granicznych.
> M.in. Czechosłowacji miały być przekazane: zagłębie turoszowskie wraz z
> elektrowniami, cały powiat głubczycki, znaczącą część ziemi kłodzkiej i
> stację kolejową Leluchów koło Krynicy, oczywiście w zamian za Zaolzie.
> Propozycje te na razie były utajnione, bowiem przygotowywana była umowa
> polsko-czechosłowacka, a pod koniec jej opracowania strona polska miała
> wystąpić ze sprawami zmian granic. "Zaolzie było dla nas sprawą
> kardynalną"
> jak stwierdził w swoim wspomnieniu prof. Andrzej Bolewski, uczestnik grupy
> roboczej ds. granic.
> więcej w http://www.anszyd.webpark.pl/sprzed75laty.htm
>
>
> --
> Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: MX <maurycyj poczta.onet.hahaha.pl>
Subject: Re: poczatki pantwa polskiego
Dnia Thu, 11 Oct 2007 08:30:40 +0200, bans napisał(a):

> MX pisze:
>
>> interesujący sposób naświetla tworzenie historii. A już opisanie dojścia
>> Mieszka do władzy to mistrzostwo świata...
>
> A ja nigdzie nie potrafię dorwać ostatniej części tej trylogii :/

Musiała jakoś mignąć w księgarniach bo ja też jej nie mam (chyba pożyczyłem
z biblioteki).

Pozdrowienia
MX

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "SJS" <stefan.siudalski gazeta.pl>
Subject: archeologia =?ISO-8859-2?Q?=20pami=EAci?=
W zamiarze mam przygotować cały cykl. Na początek próbka
http://rebkow.za.pl/zagadki_fotografia.html
SJS



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: Jak to w =?ISO-8859-2?Q?=20rzeczywisto=B6ci?= =?ISO-8859-2?Q?=20by=B3o?=
(...)Jak to w rzeczywistości było w r. 1938 z tą rzekomą "polską okupacją
Zaolzia"?
Czy była ona konsekwencją ustaleń monachijskich, jak po II wojnie światowej
utrzymywały czynniki oficjalne, karząc za to polskie organizacje na Zaolziu
konfiskatą ich, do dziś, nie oddanego im mienia?

W dniu 22.9.1938, a więc na cały tydzień przed "Monachium" - czyli dyktatem
monachijskim Benesz pisał do Mościckiego:
.... "Przedkładam ... w imieniu ... Państwa Czechosłowackiego ... propozycje
.... wyrównania ... problemu polskiej ludności w Czechosłowacji. Pragnąłbym
ułożyć tę sprawę na płaszczyźnie zasady rektyfikacji granic."

Mościcki w odpowiedzi do Benesza w dniu 27.9.1938 (a więc na dwa dni przed
"Monachium"):
.... "Również ja jestem zdania, że ... wysuwa się ... na pierwszy plan
decyzja w sprawie kwestii terytorialnych,
które w ciągu niemal 20 lat uniemożliwiały polepszenie atmosfery między
naszymi krajami."
Czeski minister spraw zagranicznych Krofta do polskiego ambasadora Papée
30.9.1938 (w dzień po "Monachium"):
"Zapoznałem się z treścią noty z 27 września, w której Wasza Ekscelencja
proponuje ... zawarcie ... umowy, normującej ... sprawę terytorium,
zamieszkałego przez ludność narodowości polskiej . .. Rząd Czechosłowacki
chciałby podkreślić, że chodzi tu o akt dobrej woli wynikający z jego
własnej inicjatywy i własnej decyzji...."
"Zostałaby ... utworzona ... komisja polsko-czechosłowacka.. Komisja ta
uformowałaby kwestię ... przesiedlenia .. ludności..."
....Zostałby ustalony termin, w którym powinno nastąpić przejęcie terenów....
przejęcie terenu mogłoby nastąpić najwcześniej 31 października, a najpóźniej
1 grudnia" (1938 r.!).

Z uwagi na to, że są to cytaty z pism osób najbardziej miarodajnych w
sprawie powrotu Zaolzia do Polski w r. 1938 oraz wychodząc z ewidentnego
faktu, że ich zestawienie nie przeczy wymowie odnośnych dokumentów, należy
stwierdzić:
To strona czeska, na cały tydzień przed tzw. Monachium, jako pierwsza i z
własnej inicjatywy zaproponowała Polsce przejęcie - a więc nie okupację! -
Zaolzia.

To ona wysunęła propozycje wysiedlenia ludności czeskiej z tego terenu,
proponując jednak terminy, w których hitlerowskie Niemcy miałyby dosyć
czasu, by przy okazji zajmowania Sudetów weszły na Zaolzie przed polskim
wojskiem i zyskały kartę przetargową o Gdańsk i "korytarz".

Polskie ultimatum z końca września 1938 r. w wyniku którego Wojsko Polskie,
tylko o 29 dni wcześniej, niż proponowali Czesi, weszło na Zaolzie 2
października 1938 bez jedynego wystrzału, bez przelania jednej kropli krwi,
witane przez ludność łzami szczęścia i kwiatami, przedłużyło życie wielu
Polakom zaolziańskim niemal o jeden rok, gdyż o tyle później weszli na Śląsk
Cieszyński niemieccy gestapowcy!

Opisane targi o terminy zwrotu Zaolzia odsłaniały powyżej wymienione
intencje Benesza i stały się ostatecznie przejrzyste już od połowy II wojny
światowej, po zerwaniu przez niego w Londynie polskiej inicjatywy
konfederacji polsko-czeskiej.

Świadczy o nich również i to, że w r.1945, w oparciu o tzw. dekrety Benesza
władze czeskie, pod fałszywym zarzutem "partycypacji" w zdradzie
monachijskiej stawianym Polakom na Zaolziu, bezprawnie skonfiskowały
polskim organizacjom zaolziańskim ich mienie społeczne, celowo likwidując
podstawy materialne bytu narodowego.
Przyczyniło się to m.in. do radykalnego (czterokrotnego w okresie 1920 -
2000) zmniejszenia liczebności ludności polskiej na tym terenie.
Należy tu podkreślić, że państwo czeskie po dzień dzisiejszy nie oddało
polskiemu społeczeństwu zaolziańskiemu ani tego mienia, ani jego
równowartości, choć jako państwo prawa, aspirujące do członkostwa w Unii
Europejskiej dawno powinno było to uczynić.
Przypomnieć tu trzeba zapewnienia pod adresem ludności polskiej ze strony
czeskich urzędów, które się tam w r. 1920 instalowały: "Polacy, myśmy tu nie
przybyli po to, aby was wynarodowić!".
Jak wynika z przytoczonych faktów to nie Polacy wbili Czechom nóż w
plecy w r. 1938.
To Czesi wbili go Polakom w r. 1919 poprzez napaść zbrojną na ich
południowe rubieże w chwili antypolskiej agresji na Wschodzie ze strony
bolszewickiej Rosji.
W trakcie tej czeskiej napaści przelano krew, ginęli bezbronni polscy jeńcy,
zakłuci bagnetami.
więcej w
http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyn1/Biuletyn20040123.htm


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: Re: Zaolzie u progu =?ISO-8859-2?Q?=20niepodleg=B3o=B6ci?=

Użytkownik "Mustad" <mustad1wytnij wp.pl> napisał w wiadomości
news:fenujc$2o8$1 nemesis.news.tpi.pl...
>O ile mi wiadomo przedstawiciele czescy ubłagali u Stalina Zaolzie ze
> względu na węgiel kamienny, czy tak?

Sprawa chyba była bardziej skomplikowana.
Może powodem była Ruś Zakarpacka?
Z http://www.zaolzie.org/zaolzie2007/200703/PBI200703.htm
(...) Strona czechosłowacka (...)wcześniej niż sobie tego życzył prezydent
Beneš, podpisała układ z ZSRR, na mocy którego Ruś Podkarpacka została
ostatecznie włączona do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
Również nowa granica między republiką a Związkiem Radzieckim odbiegła nieco
na korzyść ZSRR od dawnego rozgraniczenia między Słowacją a Rusią
Podkarpacką.

Proponuje także przeczytać:
- Zaolzie w świetle szyfrogramów polskiej placówki dyplomatycznej w Pradze
oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie (1945-1949)
http://www.polonica.cz/pobierz/BT3.pdf

- POLSKO-CZECHOSŁOWACKIE STOSUNKI POLITYCZNE PRZED KONFERENCJĄ TRZECH
MOCARSTW W POCZDAMIE
(maj-czerwiec 1945)
cz. 1 http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyn8/biuletyn20040823.htm
cz. 2 http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyn9/biuletyn20040923.htm
cz. 3 http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyna/biuletyn20041023.htm

- wspomnienia z roku 1945
http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/1a.jpg
http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/1b.jpg
http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/2a.jpg
http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/2b.jpg

- U progu ostatniej wojny śląskiej
http://opole.naszemiasto.pl/historia_slaska/specjalna_artykul/31923.html?g=1031

- WOJSKO POLSKIE W OCHRONIE GRANIC POLSKI (w pięćdziesiątą rocznicę objęcia
ochroną granic przez jednostki 2 Armii WP)
http://www.ketrzyn.ordynariat.opoka.org.pl/documents/HISTORIA/wpoc.htm


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


Kosmetyki - mleczka, szampony, środki przeciw cellulitowi
From: "Gemini" <geminiwywalto klub.chip.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?=20dzie=F1?= =?ISO-8859-2?Q?=20Niepodleg=B3o=B6ci?=
Czesc!!
Mam pytanie : jak wyglądał Dzień Niepodległości 11 XI przed wojną? Moja
mama wspominała parady wojskowe na które chodziłła z dziadkiem. Teraz
dowiaduje się że oficjalnie Sejm ogłosił Dzień Niepodległości jako swięto
dopiero w 1937r. Czyli wychodzi , że świetowano tylko 2x . A może parady
były "po pracy" ?

--
Pozdroowka
Gemini
adres antyspamowy



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "ksiezyc_nad_gieesem" <ksiezyc_nad_gieesem_ORZEL_ poczta.onet.pl>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze
Użytkownik "Jan Strybyszewski" <gdzies op.pl> napisał w wiadomości
news:fekenl$uqk$4 news.onet.pl...
> przed Powstaniem Listopadowym i nieco po
> w zaborze rosyjskim istniała polska waluta "złoty", Bank Polski, koleje
> prywatne.

Koleje prywatne istnialy do konca imperium Romanowych, co prawda waskotorowe
ale zawsze to kolej. Koleje szeroko i normalnotorowe zaczeto nacjonalizowac
pod koniec XIX wieku.

Pozdrawiam serdecznie i prywatnie.

--
Ksiezyc nad gieesem ...
Dopoki nie skorzystałem z Internetu, nie podejrzewałem,
że na swiecie jest tak wielu idiotow (C) Stanislaw Lem (1921-2006)
Wytnij orla z adresu.



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "ALEX Lodzermensch" <kill spamers.us>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze
*Jan Strybyszewski* ni au koto ha itsumo tanoshii

>> Zgadza się.
>> Należy pamiętać o przypadku Drzymały
>> i zastanowić się, czy taki przypadek
>> byłby możliwy w zaborze rosyjskim.
>
> Ale w zaborze rosyjskim byly dwa powstania wiec nie dziwne ze
> przykrecali srube ... przed Powstaniem Listopadowym i nieco po
> w zaborze rosyjskim istniała polska waluta "złoty",

Zastąpiony polskim rublem

> Bank Polski,

Postawiony w stan likwidacji w 1.01.1886, tak więc znacznie dłużej niż
"nieco po PL"

--
ALEX Lodzermensch, Tenno Heika Banzai ]:-D


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "Andrzej Cieslak" <asc4.WYTNIJ gazeta.pl>
Subject: Tajemnica Ericha Kocha
Byly gauleiter Pros Wschodnich skazany w 1959 roku w Polsce na kare smierci.
Dlaczego dopiero w 1959 roku, skoro zostal schwytany w 1949 roku?
Dlaczego nie spelniono zadan Rosjan i nie przekazano go w ich rece?
Dlaczego posluszne Moskwie wladze Polskie nie przekazaly go Rosjanom?
Dlaczego nie wykonano wyroku smierci, tak ze umarl smiercia naturalna w wieku
90 lat w 1986 roku w wiezieniu w Barczewie?
Dlaczego w pewnym momencie w wiezieniu przstal bac sie kary smierci; czy kto
go poniformowal, ze nie zostanie powieszony?
Koch w czasie wojny zgromadzil ogromny majatek. Czy moze to zloto odegralo
jakas role w tym, ze go nie powieszono?
Duzo pytan zwiazanych z ta postacia. Moze ktos cos wie na temat w/w pytan,
albo poda link, gdzie w/w problemy bylyby poruszane?

--
Wysłano z serwisu Usenet w portalu Gazeta.pl -> http://www.gazeta.pl/usenet/

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "Mustad" <mustad1wytnij wp.pl>
Subject: Re: Zaolzie u progu =?ISO-8859-2?Q?=20niepodleg=B3o=B6ci?=
Dzięki bardzo ciekawe materiały

--
Serdecznie pozdrawiam
Tadeusz Musiał

Użytkownik "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl> napisał w wiadomości
news:feq5bq$i3r$1 atlantis.news.tpi.pl...
>
> Użytkownik "Mustad" <mustad1wytnij wp.pl> napisał w wiadomości
> news:fenujc$2o8$1 nemesis.news.tpi.pl...
>>O ile mi wiadomo przedstawiciele czescy ubłagali u Stalina Zaolzie ze
>> względu na węgiel kamienny, czy tak?
>
> Sprawa chyba była bardziej skomplikowana.
> Może powodem była Ruś Zakarpacka?
> Z http://www.zaolzie.org/zaolzie2007/200703/PBI200703.htm
> (...) Strona czechosłowacka (...)wcześniej niż sobie tego życzył prezydent
> Beneš, podpisała układ z ZSRR, na mocy którego Ruś Podkarpacka została
> ostatecznie włączona do Ukraińskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
> Również nowa granica między republiką a Związkiem Radzieckim odbiegła
> nieco na korzyść ZSRR od dawnego rozgraniczenia między Słowacją a Rusią
> Podkarpacką.
>
> Proponuje także przeczytać:
> - Zaolzie w świetle szyfrogramów polskiej placówki dyplomatycznej w Pradze
> oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie (1945-1949)
> http://www.polonica.cz/pobierz/BT3.pdf
>
> - POLSKO-CZECHOSŁOWACKIE STOSUNKI POLITYCZNE PRZED KONFERENCJĄ TRZECH
> MOCARSTW W POCZDAMIE
> (maj-czerwiec 1945)
> cz. 1
> http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyn8/biuletyn20040823.htm
> cz. 2
> http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyn9/biuletyn20040923.htm
> cz. 3
> http://www.zaolzie.org/zaolziearchiwum/biuletyna/biuletyn20041023.htm
>
> - wspomnienia z roku 1945
> http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/1a.jpg
> http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/1b.jpg
> http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/2a.jpg
> http://www.kc-cieszyn.pl/zaolzie1938/zaolzie/jpg/epilog/2b.jpg
>
> - U progu ostatniej wojny śląskiej
> http://opole.naszemiasto.pl/historia_slaska/specjalna_artykul/31923.html?g=1031
>
> - WOJSKO POLSKIE W OCHRONIE GRANIC POLSKI (w pięćdziesiątą rocznicę
> objęcia ochroną granic przez jednostki 2 Armii WP)
> http://www.ketrzyn.ordynariat.opoka.org.pl/documents/HISTORIA/wpoc.htm
>
> --
> Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: =?ISO-8859-2?Q?=20C=D3RKA?= MARNOTRAWNA, CZYLI LUNA W LASKACH
Sprawa obserwacyjno-operacyjna o kryptonimie "Kobra", sądząc po zachowanych
dokumentach, musiała kosztować resort spraw wewnętrznych dużo sił i środków.
Dokumenty pochodzą z lat 1958-1965.
Głównym podejrzanym w prowadzonej sprawie był ks. Antoni Marylski
(1894-1973), po wojnie centralna postać środowiska ludzi Lasek, prezes
Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi.
Nie bez znaczenia w tej sprawie była również osoba Luny Brystygierowej.
więcej w
http://www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx?logid=5&id=b4bbab67-be1d-4cd2-9fe6-d4970ed69c3c


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Jan Strybyszewski <gdzies op.pl>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze
LECH DUBROWSKI pisze:
>> Przypominam ze Prusy uzyskały niezaleznosc w 1657r. Czyli 132 lata po
>> hołdzie pruskim.
>
> Tak, ale juz od 1618r, za zgodą Zygmunta III Wazy, byly w unii personalnej
> z Brandenburgią. ktora w 1657 r zazadala niezaleznosci Prus od
> Rzeczypospolitej, za cenę porzucenia jej sojuszu ze Szwecją.

I rozumiem ze co niektorzy domagaja sie szklanej kuli dla Zygmunta I a
skad on mial o tym wiedziec w 1525 Albrecht to kumpel Zygmusia i slowa
dotrzymal ?

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "LECH DUBROWSKI" <337 337.com.pl>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze
Zygmunt III Waza reprezentowal interes Szwecji, dlatego nie interesowalo go
jaki wplyw na Polske bedzie miala jego zgoda na polaczenie Prus z
Brandenburgia



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Jan Strybyszewski <gdzies op.pl>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze
LECH DUBROWSKI pisze:
> Zygmunt III Waza reprezentowal interes Szwecji, dlatego nie interesowalo go
> jaki wplyw na Polske bedzie miala jego zgoda na polaczenie Prus z
> Brandenburgia

A co to za dyrdymały, jak mozna twierdzic ze Szwecji (zakładam twoja
teze) na reke mialoby byc wzmocnienie Brandenburgii i Prus?
Smialo sobie kolega poczyna z oskazeniem krola o zdrade interesów
Polski. Szwecja stala sie dla nas wrogiem "nieco" pozniej z zuplenie
innych powodow i to raczej zjednoczone Prusy byly przeszkoda dla
szwecji. Z punktu widzenia historii zgoda na unie personalna Prus i
Branderburgii byla NIEKORZYSTNA dla Szwecji.

--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


Sklep z biżuterią
From: "Piotr Borowski" <birstall gazeta.pl>
Subject: Re: Zycie =?ISO-8859-2?Q?=20p=F3=B3=BFyda?=
"Alec" <a.sharon shaw.ca> wrote in message
news:1192192168.799027.60090 q3g2000prf.googlegroups.com...
> On Oct 12, 3:03 am, "Piotr Borowski" <birst... gazeta.pl> wrote:
>> jego babka pracowała u Żydów i wróciła stamtąd w ciąży, co sugeruje, że
>> ojcem był jej pracodawca, a że babka nie była Żydówką, stąd jasny
>> rachunek,
>> że Hitler mógłbyc miec co najwyżej 1/4 krwi żydowskiej
>> Piotr Borowski
> Skad wiadomo, czy to wlasnie pracodawca zaplodnil sluzaca, a nie na
> przyklad woznica, kucharz, stroz, ogrodnik czy jakis okoliczny
> wiesniak. Pytania sie mnoza :-)
> Alec

napisałem: "co sugeruje", a nie: "co dowodzi"

teoretycznie można by porównac materiał genetyczny Hitlera (chyba się coś
zachowało) z materiałem genetycznym tej rodziny

ale z drugiej strony, jego pochodzenie raczej nie miało wpływu na historię,
to raczej światopogląd

--
Piotr Borowski
sorry za literki, ale pisze z Leicester



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: Rozmowa =?ISO-8859-2?Q?=20dw=F3ch?= =?ISO-8859-2?Q?=20historyk=F3w?=
(...)Zbyszek Koreywo: Panie Dariuszu, gdzie i kiedy urodził się dzisiejszy
doktor historii, D. Ratajczak?

Dariusz Ratajczak: Urodziłem się w Opolu 28 listopada 1962 roku, ale,
podobnie jak znakomita większość mieszkańców tego miasta, nie jestem
rodowitym Ślązakiem.

ZK: Kim byli Pana rodzice?
Czym się zajmowali?

DR: Mój ojciec, Cyryl Ratajczak (rocznik 1928) pochodzi z Wielkopolski.
Zresztą nazwisko Ratajczak jest charakterystyczne dla tego regionu Polski.
Ojciec- syn Powstańca Wielkopolskiego i wielkopolskiego ochotnika w wojnie
polsko- bolszewickiej, Michała Ratajczaka- urodził się w Śremie (40 km na
południe od Poznania).
Dziadek Michał, urzędnik miejscowej Kasy Chorych i lokalny działacz partyjny
(od 1937r.należał do chadeckiego Stronnictwa Pracy) , zapewnił Ojcu i jego
braciom dobre, dostatnie dzieciństwo.
To była solidna, pracowita, drobnomieszczańska wielkopolska rodzina.
W 1940 roku Ojciec, wtedy 12-letni chłopiec , został wywieziony przez
Niemców na tzw. roboty.
Właściwie przez całą wojnę pracował u niemieckich bauerów.
Po powrocie do Śremu wraz z Ojcem włączył się w działalność Polskiego
Stronnictwa Ludowego, co okupił miesięcznym aresztem w roku 1947.
Siedział zresztą w jednej celi ze swoim Ojcem.
Rok później, pod zmienionym imieniem (Cyryla zastąpił Antoni) rozpoczął
studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego.
Po ich zakończeniu i aplikacji przybył do Opola, gdzie podjął pracę w
Zespole Adwokackim.
Ojciec- dzisiaj na emeryturze- był obrońcą wybitnym, o uznanej renomie w
środowisku adwokackim Kraju.
Bronił m.in. jednego z braci Kowalczyków oskarżonych o wysadzenie auli WSP
(Wyższa Szkoła Pedagogiczna) w Opolu.
Występował w procesach politycznych stanu wojennego.
Udzielał się również na niwie sportowej; był sędzią piłkarskim.
Nieżyjąca już Matka Alina (z domu Czuchryj) pochodziła z kresów wschodnich
Rzeczypospolitej.
Urodziła się w Chodorowie (wschodni kraniec województwa lwowskiego) w
rodzinie "nafciarskiej".
Jej Ojciec, a mój dziadek Stanisław Czuchryj, do wybuchu wojny pracował w
Borysławiu w "Polminie"- czysto polskim przedsiębiorstwie naftowym.
To go uratowało przed wywózką na Syberię. Rosjanie nie byli na tyle głupi,
aby pozbywać się fachowca w branży.
Po wojnie rodzina Matki- śladem setek tysięcy Polaków- przybyła na ziemie
zachodnie.
Tutaj Matka poznała Ojca, czego efektem jestem ja i moja siostra.
Historyczne doświadczenia mojej rodziny, tak po mieczu, jak i po kądzieli,
niewątpliwie wpłynęły na moje zainteresowanie historią.
Byłem jednak w uprzywilejowanej sytuacji, gdyż mogłem czerpać wiadomości od
przedstawicieli dwóch różnych tradycji: wielkopolskiej i kresowej.
Ta ostatnia początkowo bardziej przemawiała mi do wyobraźni, a to dzięki
Matce, która uświadomiła mi, że nasze kresy Rosjanie nam ukradli.
Dla mnie, 8-9 letniego chłopca był to niesamowity wstrząs, tym bardziej, że
w szkole podstawowej pani nauczycielka utwierdzała nas w przekonaniu, że
ZSRR to nasz największy przyjaciel.
Poza tym dziadek i babcia ciągle powtarzali mi , że na wschodzie ziemia była
urodzajna, pomidory wielkości małej dyni... i to do dziecka przemawiało.
Ja po prostu zacząłem nie znosić tych, którzy nam te pomidory ukradli.
A nielubienie Sowietów automatycznie przerzuciło się na krajowych
komunistów.
Miałem również to szczęście, że Ojciec często zabierał mnie na sprawy sądowe
w okresie wakacyjnym.
Jeździłem sobie z nim samochodem po całym kraju, a on opowiadał mi o dziadku
Michale, wojnie bolszewickiej, swoim uwięzieniu.
Właściwie od początku byłem stracony dla Polski Ludowej.
Nie wstąpiłem ani do harcerstwa , ani do Towarzystwa Przyjaźni
Polsko-Radzieckiej. I
dąc do liceum w Opolu wiedziałem już, że interesuje mnie przede wszystkim
historia.
Byłem bezwzględnie najlepszym historykiem i geografem w mojej klasie,
uczestniczyłem jako jeden z dwóch przedstawicieli woj. opolskiego w
Centralnej Olimpiadzie Historycznej w Warszawie.
To umożliwiło mi dostanie się na studia bez egzaminów wstępnych.
Wybrałem Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu, raz, że chciałem zrobić
przyjemność Ojcu, dwa, iż moi opolscy koledzy wybierali pobliski Wrocław.
A ja nie chciałem studiować na uniwerku oznaczonym kryptonimem: BB.
Niestety, nie chodziło o Brigitte Bardot, tylko Bolesława Bieruta.
Tamtej decyzji nie żałuję.
Miałem naprawdę świetnych profesorów i kapitalnych kolegów.
Niewątpliwie zahartowały nas i scaliły strajki studenckie z listopada-
grudnia 1981 roku.
My- nieopierzeni studenci zaczynamy studia, a tu masz- od razu strajk.
No i tak strajkowaliśmy do 13 grudnia, aż nas ZOMO [Zmilitaryzowane Oddziały
Milicji Obywatelskiej] (zresztą grzecznie) poprosiło o opuszczenie gmachu.
Później ostra nauka, nielegalny przewóz i kolportaż książek, bujne życie
towarzyskie, powrót do Opola i praca - od 1988 r.- na opolskiej wyższej
uczelni.


ZK: Gdzie się sieje ziarna prawdy historycznej?
I czy, Pana zdaniem, szeroko rozumiane społeczeństwo, może funkcjonować bez
znajomości przeszłości?


DR: Tak jak już nadmieniłem, historia otaczała mnie od zawsze.
Myślę, że jednak najważniejsze jest środowisko rodzinne, w którym człowiek
kształtuje swój kościec moralny, patriotyczny, a częściowo i ideologiczny.
Dziękuję Bogu, że wychowałem się w zwyczajnym, polskim domu.
Dzisiaj nie jest to już tak oczywiste.
Obecnie większość młodych ludzi opuszcza dom rodzinny bez bagażu
przeszłości, bez opowiadań dziadków i rodziców o czasach minionych.
A jeżeli już- to są to bajdurzenia typu:" za Gierka to było dobrze".
Dzieła zniszczenia dopełniają szkoły na wszystkich szczeblach nauczania.
Wprawdzie nie ma już tam skretyniałych marksistów, ale "godnie" zastępują
ich pusto-głowi politycznie poprawni idioci, których zresztą pełno tak w
Polsce,
jak i Australii.
Głupota jak widać kontynentów nie wybiera.
To oni, ci historycy od siedmiu boleści, wykańczają historię, która w ich
wydaniu przestaje być nosicielką prawdy, mistrzynią życia, powodem narodowej
dumy.
To oni czynią celowo z historii służebnicę bieżących interesów politycznych,
równie nędznych moralnie i intelektualnie elit rządzących, to oni wreszcie
decydują o tym, jaki fakt czy osobę historyczną wyeksponować, a jaką
zamilczeć na śmierć.
Oczywiście wszystko to robią pod kątem bieżącej przydatności politycznej.
To dlatego młodzi ludzie nic nie wiedzą o Dmowskim (bo to ultra patriota, a
my zmierzamy do postmasońskiej hybrydy pod nazwą Unia Europejska), Witosie
(bo bronił polskiej ziemi, a w Unii Europejskiej można ją przekazywać w obce
ręce), Powstaniach Śląskich (bo to polski nacjonalizm, a Górny Śląsk
powinien być miejscem współpracy polsko- niemieckiej) , poznańskim Czerwcu
1956 r. (bo nie było tam Jacka Kuronia et consortes, tylko władza strzelała
do anonimowych Polaków), sprawie zabójstwa Bogdana Piaseckiego (bo mordu
dokonali Żydzi, a o tym nie wypada mówić), et cetera.
W zamian odmienia się przez wszystkie przypadki pogrom kielecki, wydarzenia
marcowe i gehennę trockistów z KOR-u, a nad wszystkim czuwa ponadto
"holocaust- industry" wmawiający ustami nauczycieli młodym ludziom nasze
rzekome przewiny względem Żydów.
Wszędzie półprawdy, kłamstwa, propaganda.
I nie jest to bynajmniej szaleństwo, a metoda prowadząca do destrukcji
świadomości historycznej, do odcięcia się od prawdziwie polskiej spuścizny
historycznej, bez której naród istnieć nie może.
Naród to przecież
przeszłe, teraźniejsze i przyszłe pokolenia.
Jeżeli rozbijemy pierwszy element tej triady- wszystko traci sens.
A do tego prowadzi świadomie wybiórcza "twórczość" polit-poprawnych
poprawiaczy historii.


ZK: Panie Dariuszu, jakie były okoliczności pierwszego kontaktu z historią
niebezpieczną, niosącą zagrożenie osobiste?
Przede wszystkim muszę wyjaśnić, że jestem historykiem i publicystą
historycznym zajmującym się głównie najnowszymi dziejami Polski, a zatem
bardzo często natrafiam na historie, czy też tematy niebezpieczne.
Tyle tylko, że to nie ja je wymyślam i to nie ja oceniam, czy są one
niebezpieczne, czy też nie.
Decyduje o tym niestety polityka, "społeczne zapotrzebowanie", obowiązujący
trend, kurs itd.
Moja niereformowalność polega natomiast na tym, że w odróżnieniu od innych,
kompletnie nie interesują mnie owe trendy i mody.
Jeżeli jest niezbadany fakt historyczny- badam go niezależnie od tego, czy
się to komuś podoba, czy też nie.
Jeżeli jest problem, który przynajmniej wymaga zreferowania lub
przybliżenia - referuję i przybliżam.
Bez względu na to, czy mnie oskarżą np. o złamanie obowiązującego prawa.
Dlatego też jestem rzeczywiście łatwym celem ataków.
Taki już los człowieka nie przejmującego się cenzurą (kiedyś komunistyczną,
dziś polit-poprawną).
Mój Boże, nie po to zostałem historykiem, aby pisać między wierszami.


DR: Odpowiadając jednak bezpośrednio na Pana pytanie...
Otóż w 1986 r. obroniłem w Poznaniu pracę magisterską "Polacy na
Wileńszczyźnie 1939-1944" (później wydałem ją- po uzupełnieniach- w formie
książkowej). Jeden z jej rozdziałów traktował o walkach wileńskich i
nowogródzkich oddziałów AK z partyzantką sowiecką.
Promotor mojej pracy, nieżyjący już prof. Jerzy Ochmański, znany lituanista
(uczeń wielkiego Henryka Łowiańskiego), ale i " betonowy komunista"
zasiadający w komisjach weryfikacyjnych w stanie wojennym, gdy go
przeczytał, poczerwieniał i wywalił mnie za drzwi z adnotacją: "zmienić, bo
nici z magistra".
Przychodzę po tygodniu i słyszę od progu:
-"Zmienił pan?".
-" Tak- zmieniłem".
Dowcip polegał na tym, że zmiana polegała na dopisaniu zdania, iż to
oddziały sowieckie inspirowały starcia z AK.
Ochmański uwierzył mi na słowo, do tekstu już nie zajrzał.


ZK: A zatem jaka powinna być rola historyka?
Co jest warunkiem sine qua non praktykowania historii?


DR: Historyk ma jedną podstawową rolę do spełnienia.
Jest nią dotarcie do prawdy (podkreślenie moje).
Prawda jest w istocie jedynym przyjacielem historyka.
Historyk winien wiedzieć, że prawda nie ma odcieni; prawda jest zawsze jasna
i jedna.
Dążąc do prawdy, powinien unikać jak ognia podpowiedzi "życzliwych", typu:
"każdy medal ma dwie strony, "złoty środek", " w ramach
kompromisu" itd., bowiem prowadzą one na manowce, zbliżają do kłamstwa.
Po ustaleniu prawdy- i tu dotykamy drugiej roli historyka- badacz powinien,
bez względu na konsekwencje, podzielić się nią z innymi.
Prawda bowiem musi mieć wymiar nie tylko indywidualny, ale i społeczny.
Pisanie do szuflady, szczególnie w czasach, gdy zewsząd atakuje nas
kłamstwo, nie ma najmniejszego sensu.
Szkoda czasu i atłasu.
Druga część Pana pytania dotyczy w moim przekonaniu również cech, które
winny charakteryzować historyka, gdyż warunek sine qua non praktykowania
historii, czyli wolność słowa, jest już dawnym wspomnieniem.
Zastąpiła ją polityczna poprawność, to jest soc-liberalna cenzura albo- jak
to ktoś ładnie ujął- "tyrania dobrych intencji".
Zatem w dzisiejszych, ponurych czasach warunkiem sine qua non praktykowania
historii jest sam historyk: prawdomówny, niezależny, odporny na ciosy ,
wreszcie po prostu odważny.
Tak, dożyliśmy czasów, w których- żartobliwie mówiąc (ale to gorzki żart)-
historyk powinien być skrzyżowaniem intelektualisty z bokserem.


ZK: A gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach rozpoczęły się pierwsze
kłopoty - czy była to uczelnia czy też działo się to na początku poza murami
uniwersytetu.
Czy i kto wywierał na Pana pierwsze naciski.


DR: Odpowiedź na Pana pytanie wymaga przytoczenia wielu szczegółów, włącznie
z podaniem nazwisk moich "szanownych prześladowców" .
Nie mam nic przeciwko temu, aby dyspozycyjność, kłamstwo i- nie waham się
użyć tego słowa - zwykłe chamstwo, tak typowe dla naszych elit politycznych
oraz wielu pracowników nauki, ujrzało światło dzienne.
Gdy w roku 1988 podjąłem pracę na opolskiej uczelni (wtedy nosiła ona nazwę:
Wyższa Szkoła Pedagogiczna im. Powstańców śląskich (w roku 1994 WSP stała
się Uniwersytetem Opolskim, ale już bez "Powstańców Śląskich", co było
ukłonem w stronę rosnącej w siłę tzw. mniejszości niemieckiej na Śląsku
Opolskim), zastałem tam sytuację, którą określiłbym słowem: transformacja.
Polegała ona na tym, że opolscy profesorowie, docenci itd. właśnie zrzucali
swe komunistyczno - PZPR-owskie szaty, chowali do szuflad co bardziej
kompromitujące płody dotychczasowej twórczości (te wszystkie książki ku czci
Rewolucji Październikowej), by przeistoczyć się w "szczerych" demokratów.
Oni autentycznie bali się, że za chwilę nastąpi jakaś gigantyczna lustracja,
która pozbawi ich wysokich stanowisk.
Uspokoił ich dopiero premier Mazowiecki i jego "gruba kreska".
Może dlatego też wielu z nich upodobało sobie później Unię Wolności.
Od "czerwonego" do "różowego" tylko krok.
Ja w tym okresie byłem wprost zawalony pracą dydaktyczną.
Prowadziłem zajęcia z najnowszej historii Polski i Europy na kilku
kierunkach (również dla studentów wieczorowych), a poza tym uruchomiłem
"Koło Historyczne", które raz w tygodniu grupowało studentów zajmujących się
"wywabianiem białych plam w historii".
Katyń, ZSRR a Powstanie Warszawskie, "Akcja Burza" na Kresach Wschodnich,
Narodowe Siły Zbrojne, podziemie niepodległościowe po 1944 r.- m.in. te
tematy znalazły się w polu naszych zainteresowań.
Wprawdzie działo się to wszystko jeszcze przed finałem "Okrągłego Stołu",
tj. w warunkach obowiązującej cenzury, ale - jak już powiedziałem -
uczelniana "wierchuszka" nie była na tyle głupia, by nie czuć "wiatru zmian"
i w konsekwencji zostawiono nas w spokoju.
W I połowie lat 90-tych miałem już ugruntowaną pozycję na uczelni.
Nie chwaląc się, podczas moich wykładów i ćwiczeń sala zawsze była pełna.
Przyjemnie było słyszeć od studentów, że jestem uważany za rzetelnego
historyka, świetnego mówcę ( to akurat nie moja zasługa, a genów
odziedziczonych po Ojcu - adwokacie) oraz człowieka, który nie boi się
podejmować tematów niebezpiecznych z punktu widzenia politycznej
poprawności; poprawności wlewającej się zrazu niepostrzeżenie, a później na
podobieństwo wodospadu w uczelniane mury.
A ja rzeczywiście występowałem przeciwko niej z otwartą przyłbicą, czując
intuicyjnie, iż oto stoimy wobec niebezpieczeństwa zastąpienia cenzury
komunistycznej jej soc-liberalną odpowiedniczką.
Co więcej, uważałem, że efektem zwycięskiej inwazji polit-poprawności będzie
niewolnicze podporządkowanie historii jako nauki- polityce.
Na to nie było i nie ma mojej zgody.
Opracowałem sobie wtedy zestaw "tematów niepoprawnych", które realizowałem
na zajęciach ze studentami.
Pozwoli Pan, iż wymienię kilka zaledwie przykładów: "Zagłodź szczura, czyli
o amerykańskim feminizmie krytycznie", "Masoneria wczoraj i dziś";
"Hitleryzm i komunizm- wspólne korzenie"; "Czy kolonializm zasługuje na
bezwzględne potępienie?", "Historia Algierii francuskiej", itd. itp.
To się studentom bardzo podobało, ale z drugiej strony coraz częściej byłem
wzywany na tzw. dywanik do dyrektora Instytutu Historii, prof. Stanisława S.
Nicieji (prywatnie promotora mojej pracy doktorskiej, a później
wszechwładnego Rektora Uniwersytetu Opolskiego), który mówił mniej więcej
tak: "Ja Panu nic nie narzucam, ma Pan świetne oceny okresowe, my Pana
wiedzę cenimy, ale czy naprawdę musi Pan tak szarżować?
Ja wiem, Pan to robi w oparciu o źródła, ale niech Pan nie idzie pod prąd,
bo to się może źle skończyć".
Szczerze mówiąc nie słuchałem uważnie profesora, chociaż był to wybitny
specjalista od "chodzenia z prądem", co udowodnił kilka lat później skazując
mnie bez wahania "na pożarcie" podczas zorganizowanej odgórnie akcji
wykańczania dr Ratajczaka.
Te "przyjacielskie" pogawędki przy kawie nie były jednak początkiem
prawdziwych kłopotów.
Nie był nim nawet fakt obrony przeze mnie pracy doktorskiej: "Postawy
ludności Śląska Opolskiego w świetle wyroków Wojskowych Sądów Rejonowych w
latach 1945-1955".
Tu krótkie wyjaśnienie. Praca ta- pomimo neutralnego tytułu- była w istocie
500- stronicowym przeglądem represji komunistycznych na Opolszczyźnie w
pierwszym dziesięcioleciu 'Polski Ludowej".
Jej "niewygodność" polegała na tym, że z nazwiska wymieniałem sędziów,
prokuratorów, pracowników Urzędu Bezpieczeństwa, milicjantów i donosicieli,
którzy odpowiadali za mniejsze i większe zbrodnie tamtego okresu.
Zdarzało się, że w przypisach padały nazwiska tatusiów obecnych pracowników
Uniwersytetu Opolskiego!
Dlatego też jej obrona odbywała się przy drzwiach zamkniętych.
Początek prawdziwych kłopotów wiąże się oczywiście z wydaniem przeze mnie w
marcu 1999r. publicystycznej książeczki " Tematy niebezpieczne".
Nim przejdę do następstw tej publikacji, pozwoli Pan, że raz jeszcze
poczynię kilka uwag wstępnych.
Otóż podczas wykładów niejednokrotnie poruszałem tzw. wątek żydowski.
Było to jak najbardziej zasadne, szczególnie w kontekście najnowszych
dziejów Polski.
Jeżeli np. mówiłem o funkcjach, strukturze i składzie osobowym Ministerstwa
Bezpieczeństwa Publicznego, czyli ponurej ubecji, nadmieniałem, że w
instytucji tej istniała nadreprezentacja osobników pochodzenia żydowskiego,
szczególnie na szczeblach decyzyjnych.
Jeżeli poruszałem sprawę potwornego zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego,
mówiłem w zgodzie z prawdą, iż wszelkie ślady mordu prowadzą do Izraela.
Jeżeli wreszcie omawiałem stosunek większości Żydów do kwestii odzyskania
przez Polskę niepodległości w 1918 r. i ich postawy w latach wojny
polsko -bolszewickiej oraz po sowieckiej inwazji z 17 września 1939 r.-
twierdziłem, iż nie byli oni bynajmniej wzorem patriotycznych cnót.
To denerwowało uczelnianych bonzów.
Skończyło się wreszcie na tym, że pod jakimś pozorem ograniczono mi w
1998r. zajęcia z najnowszej historii Polski, "przenosząc" do wieku XIX.
Nie na wiele to się zdało, gdyż żydowskich ubeków zawsze mogli zastąpić
równie antypolscy "Żydzi-litwacy".
Mimo wszystko było to dla mnie o tyle bolesne, że, po pierwsze, swoje
wykłady opierałem zawsze na źródłach, a po drugie, wątek żydowski nie
stanowił centrum moich historycznych zainteresowań.
Traktowałem go na równi z innymi problemami.
Oczywiście wiele było tu z mojej strony krytycyzmu, ale właśnie ta cecha
immanentnie związana jest z wykonywanym przeze mnie zawodem.
W każdym razie nikt oficjalnie nie zarzucał mi osławionego antysemityzmu.
Podobnie rzecz się miała z kilkoma wykładami poświęconymi rewizjonizmowi
holokaustu, które wygłosiłem w murach uczelni na przełomie 1997/1998 r.
Władze uczelni coś tam mruczały pod nosem, natomiast studenci... walili na
nie drzwiami i oknami, gdyż po raz pierwszy chyba w dziejach polskiego
uniwersytetu ktoś obiektywnie zreferował poglądy środowiska, które jest
społeczną i historyczną rzeczywistością. środowiska- dodajmy- które składa
się również z
Żydów.
Zresztą po tych wykładach wielu studentów domagało się ode mnie w kuluarach
jasnego ustosunkowania się do tez głoszonych przez rewizjonistów.
Odpowiadałem wtedy niezmiennie: " Jeżeli rewizjoniści uważają, że nie
istniały komory gazowe- mylą się.
Jeżeli uważają, że podczas wojny nie zginęło 6 milionów Żydów- mają rację.
Jeżeli twierdzą, że holokaust nie jest osią martyrologiczną XX wieku- mają
rację.
W przeciwnym bowiem razie pogardzalibyśmy ofiarami sowieckiego Archipelagu
Gułag, ormiańskimi ofiarami polityki tureckiej z lat I wojny światowej, czy
naszymi rodakami- ofiarami niemieko-sowieckich bestialstw z lat 1939-1945.
A co z biednymi Tutsi mordowanymi przez oszalałych członków plemienia
Hutu?!.
Czy ofiary dzielą się na lepsze i gorsze?"
Jak już nadmieniłem, na początku marca 1999r. wydałem własnym sumptem i w
symbolicznym nakładzie 320 egzemplarzy książkę "Tematy niebezpieczne".
Zrobiłem to, aby w publicystycznej formie utrwalić, zostawić ślad po
niektórych moich uczelnianych wykładach.
Jeden z jej podrozdziałów nosił tytuł " Rewizjonizm holokaustu".
Przez miesiąc na uczelni nic się nie działo, chociaż pierwsze egzemplarze
"Tematów..." przekazałem osobiście Rektorowi Nicieji i uczelnianej "górze".
Nie omieszkałem również sporządzić stosownych, uprzejmych dedykacji.
Po miesiącu, dokładnie 7 kwietnia, wzywa mnie do siebie... nie, nie Rektor,
czy Dyrektor Instytutu Historii, ale eden z redaktorów... "Gazety
Wyborczej", który mówi mi z uśmieszkiem na twarzy, że za chwilę "wklepiemy
Pana w ziemię za tą książeczkę i jej podrozdzialik o holokauście".
No i zaczęło się.
8 kwietnia zbiera się w trybie natychmiastowym Rada Wydziału
Pedagogiczno-Historycznego Uniwersytetu Opolskiego, która "spontanicznie"
mnie potępia. Wyłamuje się tylko prof. Joanna Rostropowicz, która przytomnie
zauważa: " nie mogę potępić Ratajczaka, bo tej książki nie czytałam.
Odnoszę wrażenie, że nikt z obecnych jej nie przeczytał.
Kim są, do cholery, ci rewizjoniści holokaustu?"
Rostropowicz ma rację, ale co tam- kazali potępiać to potępiamy.
Stalinizm zmartwychwstał w Opolu.
Jednocześnie "Gazeta Wyborcza" i inne lewicowe publikatory , Muzeum
Oświęcimskie, Ambasada Izraela, "moralne autorytety" , niektórzy członkowie
rządu Buzka oraz ludzie z otoczenia prezydenta Kwaśniewskiego (lewica i
"prawica" w jednym szeregu)- rozpoczynają ostrą nagonkę.
Dyrektor Muzeum w Oświęcimiu twierdzi, że jestem neonazistą, rzecznik
Ambasady Izraela w Warszawie, ichał Sobelman, dziwi się , że "taki człowiek
pracuje na polskim uniwersytecie" (jest to wyraźna sugestia by mnie
"wyrzucić na zbitą twarz"), Władysław Bartoszewski wysyła mnie do zakładu
psychiatrycznego itd. itp.
W tym samym czasie przestraszony Rektor Nicieja otrzymuje telefony od Very
Important Persons z Ministerstwa Edukacji Narodowej, od "ludzi Szymona
Wiesenthala" i kogo tam jeszcze z ostrzeżeniem: "jeżeli nie wyrzucicie tego
Ratajczaka- uczelnia będzie bojkotowana i nie dostaniecie żadnych grantów".
No i rektor zawiesza mnie w obowiązkach nauczyciela akademickiego.
Cóż, to jest człowiek spolegliwy ,czuły na powiew wiatru historii (dzisiaj
pełni zaszczytną funkcję senatora RP z ramienia SLD).
W kwietniu 1999 r. przeżywałem więc ciężkie chwile.
Odwrócili się ode mnie strachliwi uczelniani koledzy (dochodziło do tego, że
nie poznawali mnie na ulicy- i tak już zostało), opluto w mediach...
Nie dość, że zawieszono mnie w wykonywaniu zawodu, to jeszcze uczelnia, na
polecenie "góry", wytoczyła mi "proces", który trwał rok.
To była jawna kpina ze sprawiedliwości.
Na kolejnych rozprawach wygłaszałem 2- godzinne mowy na temat wolności słowa
i prawa do wątpienia; ustosunkowywałem się do tez głoszonych przez
rewizjonistów holokaustu, ale uczelniana inkwizycja rzadko udawała, że mnie
słucha.
Wyrok był gotowy: dyscyplinarne usunięcie z Uniwersytetu z zakazem pracy w
zawodzie nauczycielskim na 3 lata. Miałem tylko tą satysfakcję, że
intelektualnie wykończyłem "panów sędziów" (moralne dno i takaż wiedza
prawna) oraz rzecznika dyscyplinarnego Uniwersytetu Opolskiego, prof.
Wiesława Łukaszewskiego, który przez rok śledztwa nie potrafił przedstawić
nawet jednego świadka oskarżenia.
Gdy pokazałem Ojcu sporządzony przez niego akt oskarżenia w mojej sprawie-
Ojciec stwierdził, że przy Łukaszewskim niejaki Andriej Wyszynskij (sowiecki
prokurator, znany z wielu procesów pokazowych - przycz. mój) jawi się jako
dobry prawnik.
No ale Łukaszewski prywatnie jest... psychologiem, zaś skład sądu
uczelnianego stanowili: chemik, historyk średniowiecza, jeszcze jeden
psycholog oraz... ksiądz z Wydziału Teologicznego UO. Naprawdę, ciekawych
teraz mamy księży...
Za to zbudowany byłem postawą moich studentów.
Pisali petycje do Rektora i prasy w mojej obronie, strasznie przy tym
ryzykując.
Dwóch z nich od razu zawieszono w prawach studenta.
Gdy się o tym dowiedziałem, zabroniłem im podobnych działań.
Z dużą ulgą przyjąłem też moralne wsparcie ze strony wielu rodaków.
Ludzie dzwonili do mnie bez przerwy, dodawali otuchy.
Niezwykle aktywna była Polonia z USA i Kanady, która zasypała Uniwersytet
e-mailami w mojej obronie.
Kilka listów nadeszło również z Australii.
Polacy intuicyjnie czuli, że na pojedynczego człowieka wali się potworna
maszyneria politycznej poprawności, która działa na zasadzie walca
drogowego.
Ginąłem zatem w dobrym towarzystwie, uzupełnionym później przez odważnych
naukowców (Mirosław Dakowski, Rafał Broda, Ryszard Bender, Peter Raina
itd.), jak i równie odważnych redakcji niektórych gazet.
Byłbym szczęśliwym człowiekiem, gdybym w tym czasie walczył tylko z
uczelniami tchórzami i ich rozkazodawcami.
Ale gdzie tam!
W maju 1999r. moją sprawą zajęła się prokuratura, która oskarżyła mnie o
złamanie art. 55 Ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.
Artykuł ten- wzorem państw zachodnioeuropejskich i nie tylko - grozi karą do
3 lat więzienia za tzw. negowanie zbrodni nazistowskich.
Ta ledwie skrywana cenzura, obowiązująca w Polsce od 1 stycznia 1999r., jest
moim zdaniem grobem dla historiografii; kładzie bowiem tamę naukowemu
wątpieniu, bez którego praca historyka nie ma sensu.
Ustawodawca natomiast inspirowany przez "holocaust- industry" zdaje się
mówić:" było tak i tak, spróbuj się wychylić, to cię wsadzimy do mamra".
Dobrze - odpowiadam - nikt przy zdrowych zmysłach nie neguje zbrodni
nazistowskich (na Żydach- bo o to w tej ściśle nacyjnej ustawie chodzi), ale
niech mi nikt nie wmawia, że było tak jak chcą Panowie Gross, Wilkomirski i
cały tabun kłamców pracujących dla "przemysłu holokaustu".
W Australii też ich zresztą nie brakuje.
Rzecz jasna obiektem dociekań prokuratury i sądu (jestem już po dwóch
wyrokach, ale końca sprawy nie widać; obecnie grozi mi 10 miesięcy
więzienia) jest książka "Tematy niebezpieczne", czyli jej podrozdział
"Rewizjonizm holokaustu".
Moje tłumaczenia, że tylko referuję poglądy rewizjonistów- zdają się psu na
budę.
Podobnie moje próby wprowadzenia świadków obrony, ekspertów itd.
Cóż, sąd wie najlepiej...
Wychodzi na to, że dotknąłem czegoś, co wywołuje furię możnych tego świata.
Logicznie bowiem rozumując- nie represjonuje się konsekwentnie, od 3 lat,
człowieka, który zajmuje się nic nie znaczącymi głupstwami!


ZK: A w jaki sposób zaczynał pan karierę naukową?


DR: W roku 1986 , po ukończeniu studiów, powróciłem do Opola.
Z marszu złożyłem papiery na Wyższą Szkołę Pedagogiczną.
Moje aplikacje rozpatrywano...przez 2 lata.
To był czas kwitnącej jeszcze komuny, a za mną podobno przyszły z Poznania
jakieś papiery od wiadomej instytucji i tak trwałem w zawieszeniu.
Może niezupełnie w zawieszeniu, gdyż w tzw. międzyczasie upomniało się o
mnie "Ludowe Wojsko Polskie"- pełne jeszcze w tym czasie głupich "trepów"
ścigających nas za krzyżyki wyłożone na mundurze lub wojskowym dresie.
Formalnie w lutym 1988r. zostałem asystentem w Instytucie Historii
opolskiej wyższej uczelni.
Dwa lata później opublikowałem swą pierwszą książkę "Polacy na
Wileńszczyźnie 1939-1944".
Cztery lata później opublikowałem kolejną pozycję: "Świadectwo księdza
Wojaczka", której drugie wydanie- rozszerzone- ukazało się rok później.
W 1994 r. rozpocząłem zbierać materiały do pracy doktorskiej poświęconej de
facto zbrodniom stalinowskim na Opolszczyźnie.
Obroniłem ją w czerwcu 1997 r., automatycznie awansując na stanowisko
adiunkta w Instytucie Historii Uniwersytetu Opolskiego.
Nieco wcześniej natomiast, w 1996r., wespół z dr Ryszardem Miążkiem
napisałem książkę: "Krajowa Armia Podziemna 1949-1952".
Od jesieni 1997 r. począłem gromadzić materiały do rozprawy habilitacyjnej
poświęconej arcybiskupowi Bolesławowi Kominkowi.
Prace te zostały przerwane z wiadomych względów.
W kwietniu 1999r, po opublikowaniu książki "Tematy niebezpieczne",
zawieszono mnie w prawach nauczyciela akademickiego, a następnie
dyscyplinarnie zwolniono z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w
zawodzie nauczycielskim przez 3 lata.
Po wyrzuceniu z pracy opublikowałem w 2001 r. książkę: "Tematy jeszcze
bardziej niebezpieczne" .
W tym roku ukaże się jej rozszerzone wydanie oraz nowa pozycja mojego
autorstwa: "Sprawa dr Dariusza Ratajczaka, czyli Uniwersytet za zamkniętymi
drzwiami".
Obecnie pracuję w charakterze stróża nocnego w Opolu.


ZK: Panie Dariuszu, czy zgodzi się Pan ze mną, że prostytucja moralna ma
równie stare korzenie jak i ta fizyczna, cielesna?
Innymi słowy zawsze byli ludzie, których sumienia można było kupić.
Niemniej ostatnio, powiedzmy od zakończenia II Wojny światowej, ilość
moralnych prostytutek gwałtownie rośnie z każdym rokiem.
Skąd, Pana zdaniem, bierze się ten fenomen?
Co powoduje, że tak duża część światowej populacji zatraciła podstawy
moralne, które tak mozolnie, od czasów Chrystusa, ludzkość budowała.
Wiem, że zadaję pytanie czysto filozoficzne ale być może głębokie
zrozumienie historii pomoże Panu na nie odpowiedzieć.


DR: Poruszył Pan bardzo ciekawy temat.
Prostytutka moralna jest "inteligentniejszą" siostrą sprzedajnej prostej
dziewczyny ofiarowującej ciało na rogu ulicy.
Obiektem jej zainteresowania nie jest ciało, a ludzkie sumienie.
To jest jej właściwy obiekt pożądania.
Oczywiście jeżeli trzeba- zaofiaruje również własne ciało (dlatego właśnie
wykazuje zrozumienie i tolerancję dla wyuzdania seksualnego), ale będzie ono
jedynie środkiem prowadzącym do celu.
A tym jest kupienie i prostytucja sumienia.
Zawsze istnieli ludzie, których sumienia były do kupienia.
Nierzadko zajmowali eksponowane stanowiska; decydowali o losie jednostek,
grup społecznych i narodów.
Uważam jednak, że przez setki lat to nie oni wyznaczali moralny bieg
dziejów.
Dlaczego?
Otóż dlatego, że nawet ci antymoraliści czuli swoją ziemską marność,
skończoność, czy niedoskonałość wynikającą z uświadomienia sobie faktu
(najczęściej na łożu ostatecznej boleści, ale mniejsza o szczegóły) bycia
śmiertelnym człowiekiem.
Najgorszy drań czuł jednak respekt przed śmiercią, a konkretnie przed karą,
która go spotka za życie unurzane w bagnie niegodziwości.
U większości tych ludzi po prostu w pewnym momencie (jak już powiedziałem-
najczęściej za późno) budziło się jednak sumienie.
W każdym razie na pewno tak było od początku ery chrześcijańskiej.
Strach przed Boską karą, trwoga przed wiecznym potępieniem łamały
najtwardsze kanalie.
Wreszcie w tamtych odległych czasach na dłuższą metę nie było społecznego
przyzwolenia na amoralne postępowanie.
To było charakterystyczne: ci prości, często niesłychanie prymitywni
ludzie, niejednokrotnie ofiary obłędu będącego skutkiem głodu, wojen,
morowego
powietrza ( obłędu, który okresowo zamieniał ich nieomal w zwierzęta) w
końcu powracali albo starali się powracać na tory moralności.
Bo tak nakazywał Bóg, bo nie da się żyć długo wbrew naturalnemu porządkowi
rzeczy.
Wina i wstyd ścieliły drogę porządkowi moralnemu. Prawda, niedoskonałemu,
ale jednak porządkowi...
Sytuacja uległa zasadniczej zmianie w II połowie XVIII wieku.
To wtedy właśnie w sposób zdecydowany zakwestionowano istnienie Boga.
Stwórcę zastąpił człowiek- istota rzekomo mocarna, odpowiedzialna tylko
przed sobą, wolna od wszystkich dotychczasowych ograniczeń; wolna od
tradycyjnie pojętej moralności.
Ten pogląd upowszechniany przez " wybrańców"- to jest rodzącą się kastę
intelektualistów- wydał zatrute owoce w postaci rewolucji francuskiej
(dokładniej: rewolucji we Francji), rewolucji bolszewickiej, meksykańskiej
itd.
Nawet "rewolucja hitlerowska", ograniczona nacyjnie, była jego zmutowanym
dziecięciem.
Po II Wojnie światowej, po fiasku eksperymentu bolszewicko-hitlerowskiego
(dla "intelektualnych inkwizytorów" był on do pewnego momentu rodzajem
"użytecznego durnia") powrócono do źródła, czyli haseł głoszonych przez
intelektualnych sprawców rewolucji we Francji.
Wykorzystano przy tym na niespotykaną dotąd skalę "zdobycze współczesnej
cywilizacji"- myślę oczywiście o mediach.
Upowszechniane za ich pomocą hasła sprowadzały się w istocie do jednego:
tradycyjna moralność nie istnieje, wszystko jest względne, zależy od punktu
widzenia ; wszystko jest na sprzedaż- również " śmieszne, zalatujące
naftaliną" ludzkie sumienie. Publika, po 200 latach "wstępnej obróbki",
uległa tej propagandzie.
Nie miała szans w starciu z potęgą dysponującą wyrafinowanymi środkami
oddziaływania na człowieka.
Co więcej, przyjęła ją za swoją, gdyż życie bez sumienia albo z "sumieniem
obrotowym" jest bardzo wygodne: zwalnia od odpowiedzialności.
Tak więc możni tego świata- prawdziwi następcy XVIII wiecznych osobistych
nieprzyjaciół Pana Boga- posiłkując się hasłem pozornej, wybiórczej wolności
("nie ma wolności dla wrogów wolności"- to o nas, panie Zbigniewie), plotąc
długi złoty łańcuch (sprowadziłbym go do dwóch kwestii: "intelektualni
opresorzy"
zapewniają maluczkim wygody życia codziennego, a w zamian żądają ścisłego
respektowania stworzonego przez nich porządku), reinterpretując historię
itd., itp., uczynili z ludzi bezwolne stado reagujące na podobieństwo "psów
Pawłowa".
To jest System, w którym wolność polega na jej braku, tolerancja jest jej
zaprzeczeniem, a bezmyślność zastępuje zdrowy rozsądek.
To jest m.in. osławiona polityczna poprawność- strażnik interesów klas
rządzących od Waszyngtonu przez Warszawę do Canberry.
Tragedia polega na tym, że większość ludzi chce żyć w tej złotej klatce.
Widać luksusowe wegetowanie ma swoje uroki.
Jestem mimo wszystko optymistą.
To się prędzej czy później rozpadnie jak domek z kart.
Nie można bez końca żyć w sztucznym, wymyślonym świecie.
Ludzie przejrzą na oczy. Przemawia przeze mnie w tym miejscu nie tylko
historyk, ale i osoba przekonana o sile Boskiego porządku rzeczy.
Cóż, ja już tego pewnie nie dożyję, polegnę w walce z Systemem.
Nie ma jednak wojny bez ofiar; ofiary są nawet konieczne.
Szczególnie w słusznej sprawie.


ZK: Użył Pan sformułowania "Rewolucji Francuskiej a właściwie Rewolucji we
Francji".
Czy zechciałby Pan wyjaśnić czytelnikom Tygodnika jaka jest różnica pomiędzy
tymi dwoma określeniami?


DR: Rewolucja Francuska...
Jakaż to obraza dla Francji.
Przecież jej inspiratorami były międzynarodowe kręgi masonerii, które
wybrały na pierwszą ofiarę właśnie Francję- kluczowy i najbogatszy kraj
europejski.
Dokładniej- głęboko wtajemniczone kręgi masońskie- "iluminaci".
Stąd rewolucja we Francji, gdyż z duchem Francji, z ideą "Wiecznej Francji"
oraz Najstarszą Córą Kościoła nie miała ona wiele wspólnego.
Prawdziwa Francja to Kapetyngowie i krwawiąca Wandea podczas bandyckiej
rewolucji- nie zaś dobrane towarzystwo masonów i około-masonów mordujących
ludzi w imię "postępu", walki z religią itd..
Ale, tego nie zapominajmy, prawdziwa Francja to także Napoleon Bonaparte,
który ukrócił to barbarzyństwo posługujące się hasłem: "dobro ludzkości" i
poszedł w kierunku respektowania francuskiego interesu państwowo-narodowego.
Podobnie nie było rewolucji rosyjskiej.
Był natomiast sponsorowany przez światowych globalistów i Niemców
bolszewicki przewrót w Rosji.
Jeżeli już- mówmy o rewolucji żydowskiej w Rosji, gdyż to Żydzi właśnie
wypełnili szczeble decyzyjne bolszewickiej machiny rewolucyjnej.
Bez determinacji małomiasteczkowego żydowskiego motłochu w Rosji,
bolszewicy zostaliby wyrzuceni na śmietnik historii już w roku 1919.
Tak nawiasem mówiąc, dzisiaj "holocaust-industry" podkreśla żydowskie
cierpienia podczas II wojny światowej.
Mam nieodparte wrażenie, że praktyka ta to parawan mający zasłaniać
żydowski, całkiem spory, udział w zbrodniach komunizmu.


ZK: W świetle tego co Pan właśnie powiedział, czy nie boi się Pan posądzenia
o antysemityzm?
Wszak w czasie bolszewickiej rewolucji zapewne zginęła też jakaś ilość
Żydów?


DR: W zawierusze rewolucyjnej ginęli i Żydzi, ale bynajmniej nie pozostaje
to w sprzeczności z faktem, że w rozdmuchaniu tego piekła na ziemi i
późniejszych działaniach represyjnych wobec Rosjan oraz innych nacji wielu z
nich odgrywało istotną rolę.
Jest charakterystyczne, że np. ówczesne raporty dyplomatów państw
zachodnioeuropejskich z Rosji stwierdzają, delikatnie mówiąc,
nadreprezentatywność przedstawicieli tej nacji w dobranym, to jest bandyckim
towarzystwie bolszewików.
Wystarczy poczytać "Białą Księgę" brytyjskiego Home Office z tamtego okresu,
a dokładniej jej pierwsze wydanie, gdyż w następnym odpowiednie passusy
poświęcone żydowskiemu zaangażowaniu w rewolucję wyparowały.
Oczywiście trudno tu mówić o winie wszystkich rosyjskich, ukraińskich itd.
Żydów.
Byłoby w końcu absurdem twierdzenie, że np. ludzie majętni albo liczni
Żydzi- tradycjonaliści pałali miłością do bolszewików.
Wielu z nich zresztą uciekło przed rewolucją do.... rzekomo antysemickiej
Polski, gdzie potraktowano ich nad wyraz uprzejmie.
Wkrótce otrzymali obywatelstwo Rzeczypospolitej, a ich zrewoltowane
latorośle uzupełniły szeregi... Komunistycznej Partii Polski.
Wdzięczność nie jest chyba nadmiernie rozbudowaną żydowską cechą narodową.
Ale to tak na marginesie.
Raz jeszcze podkreślam: bez udziału po stronie bandyckiej rewolucji
zbolszewizowanej żydowskiej biedoty oraz żydowskich młodzieńców paradujących
z naganem zatkniętym za pasek w ramach osławionej "Czerezwyczajki"-
bolszewicy mieliby nieliche kłopoty z utrzymaniem się u władzy.
Pyta Pan o osławiony antysemityzm...
Cóż, zapewne nadal istnieją osobnicy, którzy uważają, że Żydzi odpowiadają
za całe zło na tym padole łez.
To już nawet nie są antysemici; to są wariaci.
Podobnie istnieje całkiem sporo Żydów, którzy uważają tzw. gojów za
podludzi, zwierzęta, "pegarim", czy co tam jeszcze.
Na wariatów nie ma rady- i tyle.
Współcześnie natomiast "antysemityzm" stał się rodzajem bezwzględnej ,
wyjątkowo brutalnej walki "establishmentu" z niezależnie myślącymi ludźmi
( żeby było śmieszniej- również z Żydami w rodzaju dr Israela Shahaka).
Napiszesz, w zgodzie z prawdą, książkę czy artykuł o niemal rasistowskim
charakterze Państwa Izrael- jesteś antysemitą; wytkniesz "błędy przeszłości"
Simonowi Wiesenthalowi albo poskrobiesz p. Adama Michnika tudzież "Gazetę
Wyborczą"- jesteś antysemitą; napiszesz kilka słów prawdy o tych wszystkich
Wiesel`ach, Jerzych Kosińskich albo... kilku australijskich kłamczuchach-
polakożercach żydowskiego pochodzenia- oczywiście jesteś antysemitą;
powiesz, znowu zgodnie z prawdą, że Adam Mickiewicz nie miał żydowskich
korzeni- czynisz tak boś antysemita.
I tak dalej, dalej, dalej.
Istna paranoja, czyli- powracamy niejako do źródła- ważny czynnik
politycznej poprawności.
Tak, walka z rzekomym, zrodzonym w nienawistnych głowach antysemityzmem jest
jednym z filarów "political correctness."
Przy tym owi "zawodowi filosemici" w kółko gadają o tolerancji, a tak
naprawdę to prawdziwi antyintelektualni opresorzy albo nierzadko żydowscy
szowiniści. To ludzie "zionący miłosierdziem".
Nie będę szczególnym odkrywcą, jeśli powtórzę za klasykami maksym, że
współcześnie antysemitą nie jest ten, kto nie lubi Żydów, lecz ten, kogo
Żydzi (oczywiście niektórzy, czyli wpływowi) nie lubią.
Signum temporis.


ZK: Panie Dariuszu.
Właśnie odbyła się kolejna rozprawa sądowa w Opolu, gdzie oskarżano Pana z
paragrafu o tzw. "kłamstwo Oświęcimskie".
Jaki był jej epilog ?


DR: Po trzech latach Sąd Okręgowy w Opolu warunkowo umorzył postępowanie w
mojej sprawie.
Ja wprawdzie wnosiłem o pełne uniewinnienie, ale w dzisiejszych czasach, jak
się Pan domyśla, jest to praktycznie niemożliwe.
Myślę, że w zaistniałych warunkach osiągnąłem to, co było do osiągnięcia,
tym bardziej, że prokurator twardo obstawał przy karze opiewającej na 10
miesięcy pobytu w więzieniu.
Wyrok wyjątkowo źle przyjęła "Gazeta Wyborcza", która piórem Andrzeja Osęki
("GW", 8 czerwca 2002) smutna konstatowała, że w "takich sprawach" zapadają
"tylko takie wyroki".
Rozumiem ich smutek; w końcu to właśnie organ p. Michnika przypadek mój
rozdmuchał do niebotycznych rozmiarów. Zgromadzona 7 czerwca br. na sali
sądowej publiczność po ogłoszeniu wyroku, a wcześniej po wysłuchaniu mojej
mowy obrończej, dawała mi w prywatnych rozmowach jasno do zrozumienia, że
jedynym wyrokiem winno być uniewinnienie.
To prawda, ale raz jeszcze podkreślam: sprawa od samego początku była
"kręcona z góry" (w 1999r. przez minister sprawiedliwości- p. Hannę
Suchocką), atakowały mnie bezpardonowo "moralne autorytety", głos zabierała
Ambasada Izraela, Centrum Wiesenthala et cetera- a zatem opolski sąd i tak
zachował się względnie odważnie.
Zresztą dla atakujących wyrok sądowy był sprawą wtórną .
Dla nich najważniejsze jest to, że tacy ludzie jak Dariusz Ratajczak nie
mają prawa nauczać polskiej młodzieży.
Tu są niezwykle konsekwentni.
W końcu nadal jestem portierem z niemal zerowymi szansami powrotu do
wyuczonego i ukochanego zawodu.

ZK: Niech mi będzie wolno zrekapitulować Pana aktualną sytuację.
Doktor historii, wybitny znawca Kresów z czasów wojny, kronikarz Armii
Krajowej, uwielbiany przez studentów wykładowca Uniwersytetu Opolskiego,
pracuje dziś jako nocny portier?
I jakież to obowiązki ma Pan tam do wypełniania?


DR: Wie Pan, w kwietniu 1999 r., gdy rozpętano "aferę dr Ratajczaka",
podszedł do mnie znajomy i powiedział mniej więcej tak: " to , że wyrzucą
Ciebie z pracy na uniwersytecie jest niczym.
Wykończą Cię bracie finansowo.
Nie dostaniesz nigdzie pracy, pójdziesz na żebry, będziesz zadżumiony,
będziesz nikim; koledzy nie poznają Cię na ulicy; koledzy z którymi wczoraj
piłeś piwo". Miał rację.
Z dnia na dzień zostałem na bruku, bez pieniędzy i bez przyjaciół.
Wszędzie strach, oportunizm...
Nie mogąc pracować w wyuczonym zawodzie, zacząłem się rozglądać za innymi
zajęciami.
Odbyłem wiele rozmów kontrolnych w firmach wydawniczych, oświatowych i
turystycznych.
Okazało się jednak, że moje wykształcenie, umiejętności, tytuł naukowy i
znajomość j. angielskiego nie są ważne.
Ważne jest to, że nazywam się Dariusz Ratajczak. "Ten Dariusz Ratajczak,
który podpadł Żydom".
To wystarczało- wszędzie odmowa.
W końcu udało mi się "złapać" pracę portiera w hurtowniach alkoholu, płyt
paździerzowych etc.
Cóż tam robię?
Ano, dozoruję w nocy (między 18 a 6 rano) piechotą 8 hektarowy teren na
skraju Opola ("tam gdzie diabeł mówi: Guten Nacht"), odganiam pijaczków
złaknionych alkoholu (posługuję się sękatym kijem; niestety nie mam nawet na
wyposażeniu damskiego "aerozolu z pieprzem") , przeganiam lisy, kuny i
szczury...


ZK: Bardzo proszę, niech Pan podzieli się z czytelnikami Tygodnika Polskiego
informacją, jak udaje się Panu utrzymać rodzinę?
Czy zarobki nocnego portiera wystarczają na wiązanie końca z końcem?
Innymi słowy, czy pod koniec miesiąca Pana żona ma co włożyć dzieciom do
garnka?


DR: Zarabiam miesięcznie na rękę 530 zł (ok. 140 dolarów amerykańskich),
moja żona ok. 200 dolarów.
W sumie więc jesteśmy finansowymi pariasami (łącznie nasze pensję ledwie
dobijają do jednej średniej krajowej).
Najbardziej przykre jest dla mnie to, że już chyba nigdy nie będzie mnie
stać na należytą edukację moich dzieci.
Mój syn nie pójdzie w naukowe ślady ojca.
Raczej w te ostatnie - portierskie.
Cóż, pieniądze szczęścia nie dają, ale jednak są potrzebne.
Pozwoli Pan, że w tym miejscu podziękuję kilku Polonusom z USA, którzy
latem 1999r. przekazali mi 500 dolarów amerykańskich "na życie" oraz p.
Ryszardowi z Australii, który przekazał na moje ręce czek w wysokości 30
dolarów australijskich.
Serdeczne Bóg Zapłać.
Spisał: Zbyszek Koreywo
http://www.krajski.com/wywiad.htm


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "LECH DUBROWSKI" <337 337.com.pl>
Subject: Re: Po trzecim rozbiorze

Użytkownik "Jan Strybyszewski"
> A co to za dyrdymały, jak mozna twierdzic ze Szwecji (zakładam twoja teze)
> na reke mialoby byc wzmocnienie Brandenburgii i Prus? Smialo
> sobie kolega poczyna z oskazeniem krola o zdrade interesów Polski.

Nie oskarzam, pisze tylko zbyt duzym skrocie myslowym, bo powinienem napisac
ze wszyscy krolowie elekcyjni przede wszystkim musieli prowadzic wojne z
Rosja i dlatego nie mieli czasu na inne sprawy.

Leszek



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: Alec <a.sharon shaw.ca>
Subject: Spolecznosc zydowska na Lotwie
SPOLECZNOSC ZYDOWSKA NA LOTWIE: HISTORIA, TRAGEDIA I ODRODZENIE

we wtorek, 16 pazdziernika o godzinie 17:00
sala wystaw czasowych ZIH w "Blekitnym Wiezowcu" przy pl. Bankowym
(wejscie
od ul. Tlomackie)


Slowo wstepne wyglosi Dyrektor Muzeum "Zydzi na Lotwie" dr hist. h.c.
Margers Vestermanis, który przezyl Zaglade.

Otwarcie wystawy zostanie poprzedzone wykladem, który odbedzie sie 16
pazdziernika o godzinie 15:00
Rity Bogdanovej z Panstwowego Archiwum Historycznego w Rydze
An Overview of Latvia's Jewish History [Przeglad historii lotewskich
Zydów]


Slowo wstepne wyglosi Przewodniczacy Zarzadu Zydowskiej Spolecznosci
Religijnej i Towarzystwa "Szamir" Rabin Menachem Barkahan oraz
Przewodniczacy Rady Zydowskiej Spolecznosci Religijnej i Towarzystw
na
Lotwie Arkadiusz Sucharenko.


ZIH, glówny budynek, sala nr 1


Wystawa pokazuje wklad Zydów lotewskich w budowe panstwa od czasów
ich
pojawienia sie w XVI wieku, poprzez okres ich najwiekszego naplywu w
wieku
XIX i czasy wspólczesne. Prezentuje bogaty wklad Zydów w kulture
narodu,
silny zwiazek z krajem oraz dorobek materialny, duchowy i
intelektualny.

Jednoczesnie z wystawa zostana zaprezentowane prace z projektów
Zydowskiej
Spolecznosci Religijnej i Towarzystwa "Szamir":

Lotewskie dzieci rysuja i pisza o Holokauscie i dyskryminacji (2007),
"Lotwa. Synagogi i rabinowie, 1918-1940" (2005) oraz "Synagogi
Pierwszej
Republiki Lotewskiej na fotografiach".


Wystawa bedzie czynna do 16 listopada 2007 r.

2007-10-08 11:14:51


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "marek" <marek berdyczow.gm>
Subject: plany x-letnie w Polsce miedzywojennej
Czy pojecie planow x-letnich (np piecioletnich i innych) bylo uzywane w
polskiej gospodarce do 1939 roku? Dodam pospiesznie, ze przynajmniej jedna
instytucja odnosila sie tak do swoich przyszlych dzialan (Wojskowy Instytut
Geograficzny). Bylem zdziwiony, gdy sie o tym dowiedzialem, bo mialem
wrazenie ze to okreslenie "zastrzezone" jest wylacznie dla gospodarki ZSRR
(a pozniej, wiadomo), i ze zawsze wywolywalo negatywne skojarzenia
(przynajmniej w popularnym jezyku).
A moze to skojarzenie umocnilo sie dopiero po II wojnie swiatowej, a przed
wojna bylo to bardziej neutralne i uzywane rowniez w odniesieniu do
gospodarki polskiej?

marek



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "LECH DUBROWSKI" <337 337.com.pl>
Subject: Re: plany x-letnie w Polsce miedzywojennej
> Czy pojecie planow x-letnich (np piecioletnich i innych) bylo uzywane w
> polskiej gospodarce do 1939 roku? Dodam pospiesznie, ze przynajmniej
> jedna
> instytucja odnosila sie tak do swoich przyszlych dzialan (Wojskowy
> Instytut
> Geograficzny). Bylem zdziwiony, gdy sie o tym dowiedzialem, bo mialem
> wrazenie ze to okreslenie "zastrzezone" jest wylacznie dla gospodarki ZSRR
> (a pozniej, wiadomo), i ze zawsze wywolywalo negatywne skojarzenia
> (przynajmniej w popularnym jezyku).
> A moze to skojarzenie umocnilo sie dopiero po II wojnie swiatowej, a przed
> wojna bylo to bardziej neutralne i uzywane rowniez w odniesieniu do
> gospodarki polskiej?

W latach 1929-32 zaczeto stosowac je pod wplywem prac prof. J.M.Keynesa,
ktory zalecal regulacje gospodarki przy pomocy zamowien rzadowych. W USA
zaczeto od budowy autostrad i elektryfikacji, a po wybuchu wojny byly to
glownie zamowienia wojskowe.

Leszek

> marek
>
>
>
> --
> Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "Marek Aszyk" <marekaszyk poczta.onet.pl>
Subject: Re: plany x-letnie w Polsce miedzywojennej
Użytkownik "marek" <marek berdyczow.gm> napisał w wiadomości
news:13hbsft8cn1s121 corp.supernews.com...
> Czy pojecie planow x-letnich (np piecioletnich i innych) bylo uzywane w
> polskiej gospodarce do 1939 roku?
Pierwszy, czteroletni plan gospodarczy miał być zrealizowany w okresie od
1.VII.1936r. do 30.VI.1940r. Przewidywana kwota inwestycji to 1,65 - 1,80
mld zł. Plan ten udało się zrealizować wcześniej, do marca 1939r. a kwota
inwestycji była większa od planowanej i wynosiła ok 2,40 mld zł. 2 grudnia
1938r. E. Kwiatkowski przedstawił w Sejmie założenia kolejnego, 15 -
letniego planu gospodarczego. Miał on być podzielony na pięć trzyletnich
etapów. W pierwszym etapie zamierzano kontynuować rozbudowę przemysłu
zbrojeniowego, w drugim szeroko pojętą komunikacją, w trzecim modernizacją
rolnictwa i oświaty na wsi, w czwartym urbanizacją i uprzemysłowieniem a w
ostatnim zatarciem różnic między tz Polską A i B.


--
Marek Aszyk
http://www.wojsko18-39.internetdsl.pl/wrzesien/index.htm



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: "mkarwan" <mkarwan poczta.onet.pl>
Subject: Wschodnie losy =?ISO-8859-2?Q?=20Polak=F3w?= - 16 lipca 1943
"Mieszkałam we wsi Lulówka (powiat Horochów, województwo Lwów) wraz z
rodzicami, dwunastoletnim bratem, babcią i piętnastoletnim chłopcem -
służącym. Dwa domostwa, nasze i pobliskich sąsiadów, odcinał od reszty wsi
lasek.

Dzień 16 lipca 1943 roku, jak pamiętam, był słoneczny i ciepły.
W naszym gospodarstwie praca szła normalnym rytmem.
Ojciec z sąsiadami śrutował zboże w stodole.
Babcia pozostała w kuchni.
Mama robiła coś w ogródku i zabrała mnie tam ze sobą.
Miałam wówczas prawie siedem lat."
Nagle przybiegła sąsiadka.
- Mordują! - krzyknęła.
Powstała wielka panika, wszyscy w popłochu gdzieś gnali.
Mama wpadła do domu, zaczęła pakować jakieś rzeczy do walizki.
Z walizką popędziła za dom, gdzie rósł łan maku i tam ją ukryła. Nie
odstępowałam mamy na krok.
Wszyscy razem: rodzice, brat, służący, no i ja pobiegliśmy w kierunku lasu.
Ukryliśmy się za lasem.
Dookoła rozlegały się jakieś strzały, jęki i krzyki, a my czołgaliśmy się w
zbożu.
więcej w http://unicorn.ricoroco.com/nucleo/index.php?itemid=248#more


--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


From: =?ISO-8859-2?Q?=20=22sylu=B6=22?= <zwara1410 poczta.onet.pl>
Subject: Polska =?ISO-8859-2?Q?=20Piast=F3w?=
Kto może polecić dobrą lekturę na temat wojny w Tunezji?



--
Archiwum postow odrzuconych: http://www.niusy.net/


następna strona